Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: Pola figur płaskich





Temat: Matma
Potrzebuje stronki z ktorej poucze sie na temat ''Pola figur płaskich'' bo jutro sprawdzian a ja nic kompletnie nielapie xD Przejrzyj resztę odpowiedzi



Temat: Python .. pytanie
Witam otoz raczkuje probujac cos pisac w Pythonie i nie rozumiem jednej
rzeczy. Otoz zgodnie jak podane w przykladzie, napisalem maly programik
obliczajacy pola figur zlaczam jego kod:

<----------------------------

# Skrypt obliczajacy pola figur:
print "Witaj w programie obliczajacym pola figur plaskich"
print "--------------------------------------------------"
print

# Pokaz menu
print "Wybierz figure:"
print "1 prosokat"
print "2 kolo"
print

# Czekaj na wybor uzytkownika
figura = input("Podaj swoj wybor: ")
print

# Obliczenia wybranej figury
if figura == 1:
        wysokosc = input("Podaj wysokosc figury: ")
        szerokosc = input("Podaj szerokosc figury: ")
        pole = wysokosc*szerokosc
        print "Pole figury wynosi: ", pole
if figura == 2:
        promien = input("Podaj wartosc promienia kola: ")
        pole = 3.14*(promien**2)
        print "Pole wynosi: ", pole
else:
        print "Podales zla wartosc. Podaj prawidlowa"

---------------------------
Jedyna roznica jaka zrobilem to nie bylo pola 'else:' z tektem o zles
wiadomosci i nie bylo pola 'if figura ==2'.. tzn. to bylo, jednka okreslone
jako else. I wtedy wszytko ladnie chodzi.. a w takiej postaci jak jest teraz
wybierajac nr 1.. podaje wysokosc, szerokosc.. podaje wynik.. i co na koncu..
na koncu nie dosc, ze poda wynik to w odzielnej lini wyskakuje 'Podales zla
wartosc. Podaj prawidlowa'. W czym tkwi blad? Co zrobic by jednak chodzilo to
jak chodzi lecz by tekst okreslony w 'else' wyswietlalo jedynie gdy podamy
liczbe inna niz 1 i 2 w menu wyboru.
Dziekuje Pozdrawiam

Przejrzyj resztę odpowiedzi



Temat: Moce roznych zbiorow - suplement (czy cos w tym rodzaju)


Wojciech Moczydlowski, Jr wrote:

  Zgodnie z obietnica, wysylam definicje.
[...]
Dzieki temu mozna zdefiniowac moc wszystkich zbiorow, ktore sa podzbiorami
Z^k dla jakiegos k naturalnego - niech A bedzie takim zbiorem i niech A
zawiera sie w Z^k. Wtedy moc A okreslamy jako:
Q(A,Z^k)*aleph^k.

I juz. Mamy wiec |2Z|=(1/2)*aleph, |3Z|=(1/3)*aleph itp.


Szczerze mowiac, zupelnie nie rozumiem, o co sie Panowie
spieraja w tym watku?

Zacznijmy od tego, co rozumiem.
Moc zbioru zdefiniowano ze sto lat temu jako niezmiennik bijekcji,
i w tym ksztalcie ma ten termin mnostwo roznych sensownych zastosowan
i uzyto z sensem i sukcesem w tonach artykulow, ksiazek
i podrecznikow naplodzonych od tamtej pory.
Pan Moczydlowski zauwaza slusznie, ze do niektorych zastosowan
wygodnie byloby miec inny sposob okreslania "wielkosci"
zbiorow nieskonczonych. I bardzo dobrze - istnieje wiele
takich innych sposobow mierzenia "wielkosci" takich zbiorow,
m.in. cala teoria miary o takich sposobach mowi
(pisalem o tym w innym swoim liscie - takimi miarami
sa np. dlugosci odcinkow, pola figur plaskich, objetosci, etc.).
Dla rozwazania wlasnosci podzielnosci liczb naturalnych
w tymze liscie wprowadzilem nieformalna konstrukcje
takiej "miary", pozwalajaca rozwiazac pierwotny problem
z prawdopodobienstwami.
Powyzej Pan Moczydlowski zdefiniowal wielce wysoka~ matematyka~
inna podobna miare (mam nadzieje ze poprawnie ;-), pozwalajaca
rozwiazac ten sam problem.
No i tez bardzo dobrze.

Czego wiec nie rozumiem?
Ano tego, dlaczego Pan Moczydlowski od wielu, wielu listow
upiera sie, zeby te jego miare nazywac "moca zbioru",
zamiast uzywania tego terminu na oznaczenie niezmiennika
bijekcji, wedle dotychczasowego zwyczaju.
No i ja sie pytam, po co on sie przy tym upiera?
Po to, zeby trzeba bylo przepisywac wszystkie ksiazki,
artykuly i podreczniki zastepujac w nich slowa "moc zbioru"
jakims innym, nowym terminem, tylko po to, zeby Pan Moczydlowski
slowa "moc zbioru" mogl przykleic do swojej definicji podanej
w jego liscie?
Przeciez to bez sensu.
W takich razach, dla oznaczenia nowo zdefiniowanego pojecia
wprowadza sie po prostu nowy termin - niech wiec Pan Moczydlowski
swoja miare nazwie np. "moczydlan zbioru" i uzywa dumnie
tego pojecia do woli w zastosowaniach, gdzie sie ono przydaje,
a dotychczasowe podreczniki i artykuly laskawie zostawi w spokoju...

-- Zenon Kulpa

Przejrzyj resztę odpowiedzi



Temat: Klasówka z matury, czyli testowanie matematyki
yeellow napisał:

> a ile razy przydala Ci sie znajomosc np. daty bitwy pod Grunwaldem?
> Ile razy znajomosc Balladyny? A wiedza o Karbonie? A budowa Stulbii?
> Pilka lekarska tez pewnie nie rzucasz...
>
> Ze szkolnej wiedzy wiekszosci ludzi w zyciu przydaje sie czasem
> umiejetnosc czytania. I liczenia w zakresie czterech podstawowych
> dzialan. Jaki z tego wniosek?

A wyobraź sobie, że każdą z tych umiejętności wykorzystuję.
Piłką lekarską nie rzucam, ale ogólnie, często wrzucam gdzieś jakieś ciężkie
przedmioty (mam dom jednorodzinny, to wymusza sporo pracy fizycznej).
Znajomość wydarzeń historycznych przydaje mi się bardzo często - jako temat
rozmów, podstawa rozumienia czasów współczesnych i obycia towarzyskiego.
Książki również czytam, bo lubię - owszem. "Balladyna" przydała mi się jako
źródło poetyckich dedykacji dla znajomych.
Przydały mi się również wiadomości z biologii i anatomii. A także z fizyki -
kochane dźwignie, a nawet chemii.

A matematyka: dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, procenty, obliczanie
pola figur płaskich (ile farby na pokój), rzadko potęgi i pierwiastki oraz
równania z jedną niewiadomą.

Ale musiałem w LO po nocach rozwiązywać dziesiątki zadań z wielomianów,
logarytmów i pochodnych - chociaż już zaplanowałem, na który wydział będę
zdawać. Ministerialnie ustalony program zmuszał mnie do setek godzin zbytecznej
i nieużytecznej - a ciężkiej nauki. Po co?!

I owszem - jest wniosek: nie każdy musi zostać matematykiem, nie każdy
prawnikiem. Nie zrobisz z niedźwiedzia wiewiórki, nie nauczysz wilka latać.

Program nauczania powinien być skoncentrowany na nauczeniu podstawowych
przydatnych w życiu umiejętności w każdej dziedzinie i WYEKSPONOWANIU kluczowej
grupy umiejętności, do której konkretna osoba ma predyspozycje. A następnie to,
w czym konkretny uczeń jest dobry, należy rozwijać. Przejrzyj resztę odpowiedzi



Temat: Promocja dziadostwa
Drogi Arnoldzie!
Widzę, że Twoje działania zmierzają powoli do tego, żeby zwrócić uwagę
wszystkich na to, jak tragiczny poziom reprezentuje gimnazjum birczańskie. Cóż,
wolność słowa. Domagasz się odpowiedzi Wójta, a sam nie odpisałeś na posty,
które napisali internauci w poprzednim (jakże niedawnym) Twoim wątku.
Ale abstrahując. Zarzuty, które przedstawiasz, są śmieszne. Solą w oku są Ci
zajęcia pozalekcyjne odbywane w trakcie zajęć.W takim razie chyba nigdy nie
chodziłeś do szkoły. Szkołę mam już trochę za sobą, ale pamiętam, że często po
prostu nie dało się zorganizować zajęć po lekcjach. Powód? Dojeżdżające dzieci.
Gimnazjaliście z Żohatyna bardzo łatwo jest zostać na ulubionym kółku
zainteresowań czy próbie do akademii do godziny, powiedzmy, 17, prawda? Żaden
problem!
Piszesz: "ale z relacji wynika, że Ci najzdolniejsi nauczyciele są tłamszeni" -
podaj autora którejkolwiek z tej relacji, albo chociaż podaj dokładny przykład.
Jeśli chodzi o JAKOŚĆ ZAJĘĆ... mój drogi... wybacz te słowa, ale nie pieprz
głupot. Zawsze, zawsze są problemy natury technicznej- brak sali, brak
materiałów choćby doświadczalnych. Przecież nauczyciele robią co mogą, ważne
jest to, że dzieciaki działają, coś robią!
Co do dyrekcji, no tu mnie powaliłeś na kolana. Gimnazjum jest świetnie
zarządzane moim zdaniem i nie ma potrzeby zmiany. O tłamszeniu nauczycieli nie
słyszałam (zarzut ten zapewne podnosisz na podstawie którejś z "wiarygodnych"
relacji), a uwierz, że z tym środowiskiem jestem bardzo blisko związana.
Wyniki w nauce? Kochani, to owszem problem! Mamy małe wyniki w nauce! Ratunku!
Wybaczcie, ale tu nie chodzi o poziom kształcenia. Obecnie studiuję na
prestiżowym kierunku na jednej z najlepszych uczelni w Polsce, a skończyłam
gimnazjum birczańskie. Jest nas wielu, którzy osiągają sukcesy, tylko o tym się
nie mówi. Nie mówi się też o tym, że polski system edukacyjny jest tak
skonstruowany, że dzieci, które są- ostro zabrzmi- lekko ograniczone umysłowo, a
przyznajmy wreszcie, ze takich jest sporo, kształcą się wraz z tymi, którzy mają
potencjał intelektualny. Przyjdź, Arnoldzie, na zajęcia do gimnazjum! Wejdź do
klasy! Zobacz, jak uczeń w III gim ma problemy z przeczytaniem tekstu, czy z
podaniem wzorów na pola figur płaskich, choć nauczyciel z matematyki robi, co
może, by nauczyć go podstaw, których on nie może pojąć (autentyki). Nie widzisz
tej męki nauczycieli, którym też zależy na wynikach ich uczniów, ale co zrobić,
kiedy uczeń twierdzi, że Włochy leżą na terenie Rosji (też autentyk), a na
prośbę o wstęp, rozwinięcie i zakończenie w rozprawce pisze pracę na jeden
akapit, składającą się ze zdań pojedynczych. Niektóre dzieci naprawdę nie
potrafią się nauczyć, to przekracza ich możliwości, wiem to dobrze, patrzyłam na
to przez tyle lat!
Nauczyciele gimnazjum to niekiedy męczennicy. To jednak nie przeszkadza im dalej
mieć indywidualny stosunek do ucznia, za co serdecznie, serdecznie im dziękuję.
Pomogli mi się rozwinąć i owoce tego zbieram do dzisiaj, jak wielu moich
znajomych. Zarzuty dotyczące nauczycieli uważam za bezpodstawne.

Jak dla mnie, mierna próba ośmieszenia Wójta i gimnazjum. Arnold ze swoim
brakiem kompetencji jest niezwykle wiarygodny.
Teraz wypada nam czekać na najbliższy jego post, a potem zacznijmy odwiedzać
jego bloga, zapewne wkrótce go założy. Przejrzyj resztę odpowiedzi